Co dieta ma wspólnego z etyką?

Why vegan

Aby zaspokoić apetyt na mięso paru miliardów ludzi, co roku na świecie hoduje się 70 mld zwierząt. Dla środowiska to takie obciążenie, jakiego nie funduje Ziemi nawet transport samochodowy.

Coraz częściej celebryci, czy nawet moi znajomi, ogłaszają na FB, że przestają jeść mięso. Nie dlatego, że dieta bezmięsna jest zdrowsza, ale bardziej…etyczna. Szymon Hołownia, który w zeszłym roku oznajmił, że „rozciągnie wstrzemięźliwość od mięsa na cały tydzień, by nie pogłębiać światu ran”, teraz w Tygodniku Powszechnym przyznał, że przechodzi na weganizm. W czym dieta wegańska ma być bardziej humanitarna od wegetariańskiej? Przecież nie zabijamy krowy, żeby ją wydoić. A ryby to nie „normalne” mięso, i głosu nie mają, więc „wegetariański” karp od wieków na wigilijnym gości stole. Tylko, że – jak podkreśla Hołownia – nawet post przestaje mieć znaczenie, gdy ludziom coraz trudniej pojąć, w jaki sposób chwała Boża zwiększy się, jeśli spożyją w piątek sushi zamiast boczku. Czy karpia zamiast kotleta.

Ryba to nie mięso?

W opublikowanym właśnie raporcie organizacji CIWF Polska (Compassion in World Farming Polska) możemy jednak przeczytać, że wciąż 60 proc. Polaków uważa, że ryba to nie mięso… Czym zatem jest ryba? No to CIWF wyjaśnia: ryba jest zwierzęciem kręgowym, podobnie jak krowa, kura, czy pies. To znaczy, że ryba posiada układ nerwowy składający się z mózgu i rdzenia kręgowego. Posiadanie takiego organu, jak mózg sprawia, że ryby nie tylko wykazują się zdolnością do oddychania, mogą czuć smak i dotyk, ale także potrafią zapamiętywać, uczyć się, odczuwają ból i cierpią. Potrafią używać narzędzi, budować niesamowite struktury, a nawet aktywnie współpracować pomiędzy gatunkami, a to zjawisko rzadkie nawet u ssaków. Niewiele osób wie na przykład o tym, że ryby wydają dźwięki. Produkowane są one w różny sposób zależnie od gatunku i służą np. do odstraszania intruzów, wabienia samic czy ostrzegania towarzyszy w stadzie lub rodzinie przed niebezpieczeństwem.

Mimo tego, ryby są hodowane i zabijane w sposób daleko odbiegający od humanitarnego. Obecnie prawie 50 proc. ryb przeznaczonych do konsumpcji pochodzi z hodowli, z których znaczna część to intensywne hodowle przemysłowe. Duże zagęszczenie, choroby, pasożyty, zabijanie bez ogłuszania to tylko niektóre ze skutków tego rodzaju hodowli. Z powodu złych warunków, konieczne jest stosowanie antybiotyków i różnego rodzaju środków lub praktyk pasożytobójczych. Tak jest też oczywiście w Polsce. Co więcej, metody uboju ryb powszechnie używane w naszym kraju są niezgodne z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt.

Masowa hodowla – masowy kłopot

Ale pomijając kwestie religii czy klasyfikacji zwierząt, to co jedzenie mięsa ma wspólnego z etyką? A już tym bardziej z etyką biznesu? Ostatecznie ludzie też zwierzęta, i to mięsożerne… Tu też posłużę się danym z raportów CIWF:

– Każdego roku około 70 miliardów zwierząt (te liczby nie uwzględniają ryb…) hodowanych jest na całym świecie na potrzeby wyżywienia ludzi. W Europie ponad 80 proc. zwierząt pochodzi z hodowli, której celem jest takie genetyczne dobieranie osobników, aby jak najbardziej podnieść ich produktywność. Zwierzęta trzyma się w przepełnionych budynkach, gdzie nie mogą wyrażać swoich naturalnych zachowań. To stąd biorą się apele organizacji dbających o dobrostan zwierząt np. o zakazanie chowu kur w klatkach.

Intensywne rolnictwo jest źródłem zanieczyszczeń ziemi, wód i mórz. Tysiące stłoczonych na niewielkich przestrzeniach zwierząt produkuje potencjalnie niebezpieczne substancje powodujące szkody w środowisku naturalnym. Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa określiła intensywną hodowlę zwierząt jako „jeden z decydujących czynników powodujących obecnie najbardziej poważne problemy środowiskowe, zarówno w skali lokalnej, jak i globalnej”.

Masowa produkcja zwierząt stanowi główne źródło metanu (37% światowej produkcji) i podtlenku azotu (65% ). Współczynnik globalnego ocieplenia metanu jest 25-krotnie, a podtlenku azotu 298-krotnie wyższy niż dwutlenku węgla. Znaczy to tyle, że gazy te mają odpowiednio większą zdolność do zatrzymywania ciepła niż CO2. Gazy te powstają z procesu trawienia zwierząt, z odchodów i pestycydów, a także w wyniku wycinania lasów pod uprawę roślin przeznaczonych na pasze. Uwalnia to gazy zmagazynowane wcześniej w glebie i roślinności oraz przyczynia się do erozji.

– Na potrzeby masowej hodowli, z powodu produkcji pasz, zużywa się dwa razy więcej energii niż byłoby to potrzebne w przypadku tradycyjnych sposobów hodowli.

– Intensywna hodowla zwierząt jest jednoznaczna z olbrzymią ilością odchodów. W tradycyjnym chowie mogłyby one zostać wykorzystane jako naturalny nawóz, jednak na fermach przemysłowych ilość ta jest zbyt duża, a odchody są silnie skoncentrowane. W przypadku braku odpowiedniego zagospodarowania stwarzają poważne zagrożenie dla lokalnego środowiska i wód gruntowych. Niektóre duże gospodarstwa produkują więcej odchodów niż populacja sporego miasta!

– Co więcej, zwierzęta, które kiedyś żywiły się tym, co dla człowieka niejadalne (trawą, odpadkami kuchennymi) i przetwarzały na żywność (mleko, jajka, mięso), dziś stają się dla człowieka „konkurencją” – zjadają wysokobiałkową soję, ryby, z których wytwarza się dodawaną do pasz mączkę (nie mówiąc już o tym, że są faszerowane antybiotykami, które dostają się wraz z mięsem do organizmu człowieka), by dać mięso większe objętościowo, ale o wartości odżywczej kilkakrotnie niższej od zwierząt hodowanych w tradycyjny sposób.

W szkodliwości mięsnej diety nie chodzi więc o to, a w każdym razie nie tylko o to, że biedne świnki czy kurczaki tłoczą się w ciasnych klatkach i nie mogą oddychać świeżym powietrzem. Za naszą niczym nie uzasadnioną miłością do jedzenia (i marnowania) ogromnej ilości mięsa idzie realne zagrożenie dla środowiska – i dla nas samych.

Ten problem będzie się pogłębiał, bo na świecie rośnie apetyt na mięso. Jego średnie globalne spożycie na początku lat 60. XX wieku wynosiło ok. 23 kg na osobę rocznie, a obecnie jest to ponad 44 kg. W krajach UE średnie spożycie mięsa to już ok. ponad 80 kg rocznie na osobę, a w USA – ponad 120 kilogramów! Polacy pięćdziesiąt lat temu jedli około 46 kilogramów mięsa, dziś ta liczba wzrosła do 86 kg, a więc jest niemal dwa razy większa. Gdyby każdy mieszkaniec Ziemi chciał się tak odżywiać, potrzebowalibyśmy czterech-pięciu planet, by wyżywić świat.

Gdybyśmy byli tego wszystkiego świadomi, podobnie jak tego, że mięso w diecie ludzi nie pracujących codziennie fizycznie i przy mnóstwie białkowych zamienników, nie jest już potrzebne (a na pewno nie w takich ilościach), może byśmy się zastanowili przed zamówieniem kolejnej porcji steku.