Gospodarka przyszłości to wypożyczanie, nie posiadanie [WYWIAD]

circular economy

Zasoby naturalne się wyczerpują, z odpadami sobie nie radzimy, obieg zamknięty jest więc jedynym scenariuszem przetrwania. Najtrudniejsze będzie w nim przedefiniowanie roli producentów i zmiana mentalności konsumentów – przekonuje Brendan Burns z Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w Brukseli.

Gospodarka o obiegu zamkniętym to pojęcie, które pojawia się jako cel pakietu regulacji unijnych pod nazwą Circular Economy Action Plan („Plan działania na rzecz gospodarki cyrkulacyjnej”). Co to tak właściwie oznacza?

Brendan Burns: Najprościej mówiąc, to gospodarka, która jest przeciwieństwem tradycyjnej, liniowej, opartej na modelu: wydobywamy surowce, wytwarzamy produkt, sprzedajemy go, zużywamy i wyrzucamy. Gospodarka obiegu zamkniętego zakłada, że w sytuacji gdy surowce naturalne się wyczerpują, a odpady zanieczyszczają środowisko, musimy ze zużytych produktów te surowce odzyskiwać i ponownie wykorzystywać w kolejnych cyklach życia produktu. To jednocześnie całkowite przedefiniowanie statusu przedsiębiorstwa, które już nie będzie wytwórcą odpadów, ale wytwórcą zasobów. To również cała filozofia postępowania. Dotyczy to także konsumentów, którzy powinni świadomie ograniczać kolejne niepotrzebne z praktycznego punktu widzenia zakupy.

Na przykład?

Na przykład kupno kolejnego telefonu komórkowego, do produkcji którego zużywa się dziesiątki minerałów, albo nowych ubrań, których resztki zanieczyszczają oceany.

Od dawna wiadomo, jakie są skutki nadmiernej konsumpcji i zużycia surowców pierwotnych. Dlaczego Unia Europejska zabrała się do regulowania tych kwestii dopiero teraz?

Unia zajęła się formalnie tym tematem dopiero wtedy, gdy kraje członkowskie zaczęły bezpośrednio odczuwać skutki tradycyjnej gospodarki liniowej: przepełnione wysypiska, niebezpieczne odpady zanieczyszczające wodę i glebę, wreszcie rosnące koszty produkcji. Bo ceny surowców stale rosną, szczególnie metali rzadkich, nawet wody czy piasku. Prawda jest taka, że kiedyś firmy przestrzegały zasad obiegu zamkniętego, bo było to po prostu racjonalne. Małe zakłady naprawiały swoje produkty, które przynosili do nich klienci. W Szkocji od lat prowadzę przedsiębiorstwo inżynieryjne. Przez wiele lat używaliśmy maszyny, w której z czasem zepsuł się silnik. Okazało się, że wystarczyło wymienić drobny kawałek plastiku kosztujący dwa euro, aby zaoszczędzić 200 euro na nowym silniku. Dziś to jest coraz częściej niemożliwe.

Dlaczego?

Korporacje, szczególnie te produkujące elektronikę i sprzęt AGD, robią wszystko, żeby nie dało się absolutnie niczego wymienić, a w najlepszym wypadku – by bardziej opłacało się kupić nowy model, niż naprawić stary. Nawet jeżeli oznacza to wymianę lub naprawę drobnej części. Warto też wspomnieć o celowym postarzaniu produktów, czyli projektowaniu ich w taki sposób, by psuły się niedługo po upływie okresu gwarancyjnego. Teoretycznie jest to zabronione, ale udowodnienie tego, że ktoś tak postępuje, jest niemal niemożliwe.

I zestaw regulacji unijnych to zmieni? Trudno w to uwierzyć, skoro wytwórcy sprzętu, szczególnie elektronicznego czy AGD, zarabiają na sprzedawaniu nowego, a nie naprawianiu starego. Obowiązek odzysku elektroodpadów jest kosztowny, czego dowodem – przynajmniej w Polsce – było produkowanie fałszywych dokumentów przez organizacje odzysku.

Biznes coraz częściej sam forsuje zmiany, widząc, że regulatorzy depczą mu po piętach, utrudniając prowadzenie działalności. Ale są to takie zmiany, które wciąż pozwalają mu zarabiać. Na przykład pomysł polegający już nie na sprzedawaniu kolejnej wersji produktu temu samemu klientowi, ale na wypożyczaniu jej na długi okres, czyli inaczej mówiąc – leasingowaniu. I to do prywatnego użytku. Już teraz na popularności zyskuje na przykład prywatny leasing aut. Niedługo będzie to leasing komputera, pralki, zmywarki. Dobrym przykładem w Wielkiej Brytanii jest leasing telefonów w sieciach komórkowych. Na czas obowiązywania umowy dostaje się telefon, za który płaci się comiesięczne raty w rachunku, a w momencie przedłużania umowy dostaje się kolejny pod warunkiem, że odda się do recyklingu poprzedni.

Jak ma to zmienić model całej gospodarki na zamkniętą?

To się zmieni naturalnie. Firmy produkcyjne zaczynają odczuwać skutki dotychczasowego modelu w rachunku wyników. Nawet, jeśli zgodnie z prawem odbierają od konsumentów zużyty sprzęt w momencie zakupu nowego, jest to dla nich kolejny koszt. Muszą oddać go do punktu odzysku, a koszty przerzucają na kolejnych klientów w cenie nowych produktów. Korzystanie z odzyskanych surowców też im się dotychczas nie opłacało, bo nowe były po prostu tańsze.

Ale to już się zmienia. Kiedyś można było importować w niemalże nieograniczonych ilościach m.in. miedź, wolfram czy cynę z Kongo, gdzie wydobycie było najtańsze. Po wprowadzeniu w 2013 roku przez USA, a w tym roku przez Unię Europejską przepisów dotyczących tzw. minerałów wojny (zaczną w pełni obowiązywać od 2021 roku – przyp. red.) z pewnością będą one droższe, bo nie będzie można ich sprowadzać z rejonów objętych konfliktami zbrojnymi.

Rosną nawet ceny plastiku, a w przyszłości ten trend będzie coraz silniejszy ze względu na malejące zasoby i rosnące ceny ropy, więc będą musiały rozwinąć się technologie pozwalające nie tylko na prosty recykling, dzięki któremu można np. z butelek PET zrobić bluzę polarową, ale również na taki, który surowiec odzyskany np. z ciężkich dywanów z poliestru pozwoli wykorzystać w konstrukcji ramp przemysłowych, teraz konstruowanych głównie z metalu.

Ale odzyskanie minerałów z gotowego telefonu, komputera czy dywanu też jest kosztowne. Czy to nie skończy się po prostu gigantycznym wzrostem cen?

Nie, pod warunkiem że zmieni się nie tylko model produkcji i odzysku surowców, ale przede wszystkim model konsumpcji. Spędziliśmy dziewięć lat, dyskutując o nowej legislacji, podczas gdy jedynym skutecznym rozwiązaniem jest zmiana sposobu myślenia na: „stop buying, start leasing” i to biznes – we własnym interesie – będzie musiał przekonać konsumentów do zmiany myślenia. Sprzedawanie kolejnych pralek i telefonów o krótkim cyklu życia stanie się wówczas nieopłacalne dla obydwu stron – i firmy, i konsumenta.

Opłacalne będzie wypożyczanie klientowi produktu o wysokiej wydajności i żywotności, za który będzie jak najdłużej płacił raty, zapewniając firmie stały dochód. A firma będzie odbierała od niego na koniec produkt własny, z którego będzie mogła odzyskać części i surowce, by wyprodukować nowy. Ale będzie to dużo efektywniejsze niż aktualny system odzysku i recyklingu, w którym efektywność zależy od działań lokalnych władz, a to jest często najsłabsze ogniwo. Zresztą, są już firmy, które prowadzą taką politykę.

Ale regulacje unijne nie wprowadzają obowiązku ani ułatwień dla takiego leasingu.

Bo to wymaga zmiany nie prawa, ale mentalności, wymaga zmiany społecznej. Wciąż jesteśmy przyzwyczajeni do posiadania na własność, ale tak jak popularność Ubera i Airbnb pokazuje, że coraz bardziej jesteśmy gotowi na dzielenie się swoimi przedmiotami dla własnego zysku, tak z czasem przekonamy się, że w ogóle nie musimy tych przedmiotów posiadać, żeby z nich korzystać.

I faktycznie, największa w tym rola komunikacji biznesowej, a nie regulatora, by tę mentalność zmieniać. Regulator może to jedynie ułatwić, a na razie często utrudnia, jak jest w przypadku Ubera. A przecież jest oczywiste, że carsharing (dzielenie się autami) to jedyne rozwiązanie współczesnych problemów komunikacyjnych. Potrzebne są ułatwienia regulacyjne, nowe modele finansowania, polityka miast itd. Ludzi nie trzeba będzie przekonywać do zmian, jeśli za parkowanie w mieście będą musieli płacić wielokrotnie więcej niż teraz.

Ale na razie króluje chęć posiadania… Mój syn kupił niedawno nowego Range Rovera, w którym jest mnóstwo niepotrzebnej elektroniki, czujników parkowania, mijania itd. A przecież teoretycznie, jeśli kupujesz Range Rovera, to potrafisz prowadzić duże auto i raczej potrafisz parkować. I znów: jeśli żyjesz w mieście, gdzie czujniki parkowania faktycznie są potrzebne, po co kupujesz ogromnego Range Rovera?

Marketingowcy są najwyraźniej skuteczniejsi od unijnej polityki…

Możliwe, ale mentalność przedsiębiorców też się powoli zmienia, tak jak mentalność całego społeczeństwa. Muszą tylko znaleźć inne rentowne modele biznesowe dostosowane do oczekiwań młodszego pokolenia. A to jest już bardziej wrażliwe społecznie i środowiskowo. Ma to przełożenie również na ich decyzje zakupowe. A to, co może zrobić legislator, to zniechęcić do kupowania dużych aut, wprowadzając większe opłaty dla tych, którzy zajmują więcej miejsca, zużywają więcej paliwa itd.

Politycy muszą bardziej skoncentrować się na legislacji umożliwiającej zmiany, a nie je utrudniającej. Współpraca jest konieczna, bo realizacja niektórych pomysłów działa uwsteczniająco. Na przykład wymuszenie przez Unię Europejską obniżenia mocy czajników i odkurzaczy wcale nie musi doprowadzić do mniejszego zużycia energii, bo ludzie będą musieli dłużej gotować wodę i dłużej odkurzać. Z drugiej strony nowe przepisy wymuszą m.in. większą żywotność sprzętów AGD (np. przez wydłużenie rękojmi po naprawie). Z pewnością presja konsumentów i samych firm jest dużo skuteczniejsza niż jakiekolwiek przepisy. Tyle, że zajmie to jeszcze dużo czasu. I oby nie okazało się, że – podobnie jak ze zmianami klimatu – może być już za późno.

Rozmawiała: Magdalena Krukowska

Brendan-Burns-Fot.-Archiwum-prywatne-369x290
Brendan Burns – prezes sekcji Rolnictwa, Rozwoju Wsi i Środowiska Naturalnego Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w Brukseli opiniującej legislację unijną dotyczącą wspólnej polityki rolnej, zrównoważonej gospodarki żywnościowej, ochrony środowiska, gospodarki o obiegu zamkniętym, realizacji celów zrównoważonego rozwoju i zmian klimatu. Prywatnie również właściciel przedsiębiorstwa inżynieryjnego w Szkocji.

Circular Economy Action Plan przyjęty przez Komisję Europejską 2 grudnia 2015 roku to pakiet zmian w dyrektywach – m.in. w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych, składowania odpadów, pojazdów wycofywanych z eksploatacji, baterii i akumulatorów, zużytego sprzętu elektronicznego itp. – co ma służyć realizacji celu „zero odpadów”. W pakiecie znajdują się również nowe regulacje, np. dotyczące projektowania ekologicznego, walki z marnowaniem żywności, wykorzystania odpadów w energetyce, zielonych zamówień publicznych, zarządzania obiegiem zużycia wody, biomasy itd.

otwarta-licencja