Jak biznes rządzi światem, czyli po co prezydent Azerbejdżanu przyjeżdża do Polski?

Aliyev, president of Azerbaijan

W cieniu dyskusji o budowie gazociągu Nord Stream 2 toczy się gra o realizację innego, równie kontrowersyjnego projektu. W imię zysków paru koncernów i dyktatora, pogłębiającego naszą zależność od Rosji

Ilham Alijew, prezydent Azerbejdżanu to wyjątkowo sprytny poradziecki dyktator. Żelazną ręką rządzi muzułmańskim krajem nad Morzem Kaspijskim, graniczącym z Rosją, Gruzją, Armenią, Iranem oraz Turcją. Fałszuje wybory, więzi opozycję i robi prywatne biznesy dzięki szemranym prywatyzacjom z udziałem europejskich koncernów. Według Organizacji Freedom House, zajmującej się monitorowaniem wolności politycznych i poziomu demokracji na świecie, w 2017 r. Azerbejdżan został uznany za państwo pozbawione wolności. Jednocześnie, o jego względy zabiegają europejscy politycy i biznesmeni, dzięki którym udało mu się dwa lata temu zorganizować w Baku Igrzyska. A w ubiegłym tygodniu – wyścig Formuły 1.

Teraz ma do zrealizowania kolejny biznes. Południowy Korytarz Gazowy o długości 3500 km, łączący Azerbejdżan z Włochami, biegnący przez Turcję, Grecję i Albanię, który składa się z rozbudowanego Gazociągu Południowokaukaskiego (SCPX), Transanatolijskiego (TANAP) i Transadriatyckiego (TAP). Ponad 10 mld metrów sześciennych gazu ma od 2019 r. płynąć do Europy Zachodniej, 6 mld do Turcji. Projekt oficjalnie ma wzmacniać europejskie bezpieczeństwo gazowe i zmniejszyć zależność od Rosji. Przy okazji wzmacniając pozycję azerskiego prezydenta, oskarżonego przez Amnesty International o doprowadzenie do kryzysu humanitarnego i który w 2009 r. zmienił konstytucję, by móc rządzić bez żadnych ograniczeń.

Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) do tej pory nie zatwierdziły finansowania na budowę Korytarza Południowego, pomimo, że zrobiły to inne międzynarodowe instytucje finansowe. Polska jest udziałowcem obu tych instytucji. Być może temu ma służyć planowana na 27 czerwca wizyta w Polsce i spotkania z najważniejszymi osobami w państwie.

Aby zrealizować projekt, na którym skorzystają, oprócz niego samego, europejskie koncerny paliwowe. A konkretnie: brytyjskie BP oraz m.in. włoski Snam, belgijski Fluxys, hiszpańaki Enagas i szwajcarskie Axpo. Udziałowcy azerskiego gazociągu.

Jak BP do Azerbejdżanu jeździło

Nad tym, by wydobywać surowce z Azerbejdżanu, które mają płynąć do Europy, przez ponad 20 lat pracowało przede wszystkim BP. 20 września 1994 r. przewodziło delegacji międzynarodowych koncernów naftowych (m.in. Statoil i Łukoil) do pałacu w Baku, by podpisać „kontrakt stulecia”, dzięki któremu miała być pompowana na zachód kaspijska ropa, a potem – gaz. I dzięki któremu Baku pokryło się szybko drapaczami chmur, a azerski reżim mógł na zbrojenia wydawać więcej niż wynosił cały budżet sąsiedniej, wrogiej mu Armenii.

Nie zmienił się za to ani system polityczny, ani poziom ubóstwa czy rozwoju społecznego kraju. To, jakim ogromnym kosztem, społecznym i ekologicznym, docierała przez lata ropa z Azerbejdżanu na zachodnie rynki, opisali w 2012 r. James Marriott i Mika Minio-Paluello w książce „The Oil Road. Journeys from the Caspian Sea to the City of London”. Przez kilkanaście lat śledzili drogę transportu surowca, która wiodła przede wszystkim wzdłuż rurociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan (BTC). Powstał on dzięki staraniom Londynu, Waszyngtonu i Brukseli. Największy udział w konsorcjum odpowiadającym za jego funkcjonowanie ma właśnie brytyjskie BP, którego relacje z azerskimi władzami (na czele których od 1993 r. stoi rodzina Alijewów) autorzy ukazali jako związek zdecydowanie wykraczający poza ustalenia zawarte w podpisywanych porozumieniach.

17 grudnia 2013 r. BP podpisało kolejny kontrakt w Baku – największą umowę gazową na świecie, wartą niemal 100 mld dolarów, zawartą na 25 lat. W konsorcjum z innymi europejskimi koncernami.

Fałszywa niezależność od Rosji

„Decyzja otwarcia południowego korytarza gazowego jest prawdziwym przełomem. W długim terminie, dzięki dalszemu rozszerzeniu, korytarz może mieć potencjał do zaspokojenia 20 procent unijnego zapotrzebowania na gaz” – mówił w dniu podpisania umowy w Baku unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger.
Szef MSZ Wielkiej Brytanii William Hague zapewniał, że projekt „wzmocni bezpieczeństwo energetyczne i konkurencyjność Europy, oferując nowe źródło zaopatrzenia w gaz Europy Południowej”.

Przedstawiciele unijni przekonywali przez lata, że współpraca z Azerbejdżanem to sposób na uniezależnienie się od rosyjskich dostaw. Niezależność miał zapewnić jednocześnie gazociąg Nabucco West, którym gaz ziemny miał być transportowany do Austrii poprzez Bułgarię, Rumunię i Węgry, stanowiąc alternatywę wobec rosyjskiego monopolu na dostawy gazu do Europy Środkowo-Wschodniej. Miał działać od 2015 r. roku. Projektem zajmowała się austriacka spółka, z OMV na czele.

Cztery lata temu OMV poinformowało jednak, że Nabucco West nie zostało wybrane przez konsorcjum jako korytarz, którym azerski gaz ma popłynąć do Europy. Przegrało z projektem gazociągu transadriatyckiego (TAP). Rurociąg będzie się zaczynał w Grecji, przebiegnie przez terytorium Albanii i Morze Adriatyckie aż do Włoch. Oznaczało to porażkę projektu, który miał na celu dywersyfikację źródeł zaopatrzenia w gaz ziemny w naszej części Europy. Nabucco West byłoby jednak konkurentem rosyjskiego gazociągu South Stream. Zapewne wpłynęłoby to na pogorszenie relacji Baku z Moskwą, czego Azerbejdżan chciał uniknąć za wszelką cenę.

Po co komu azerski gaz

Niektórzy eksperci uważają TAP za projekt dla peryferii Europy i Bałkanów, który nie przyniesie dużych korzyści ani Azerbejdżanowi, ani Unii Europejskiej. Grecka opozycyjna partia SYRIZA wskazywała, że budowa Gazociągu Transadriatyckiego jest na rękę Stanom Zjednoczonym. Ambasador Stanów Zjednoczonych w Azerbejdżanie Richard Morningstar przyznał: „Popieramy projekt Gazociągu Transkaspijskiego i zrobimy wszystko, aby został zrealizowany”.

Co najważniejsze, gazociąg nie stanowi konkurencji dla Gazpromu w Europie, o którą przecież chodziło. Azerski gaz, który będzie płynąć do Europy, jest kroplą w morzu w porównaniu z dostawami rosyjskiego giganta. Co więcej, Południowy Korytarz Gazowy, wbrew swoim założeniom, może wręcz przypieczętować dominację Rosji na Europejskim rynku gazu.

Nie ma bowiem realnych przeszkód, aby Rosja nie mogła skorzystać z dodatkowej przepustowości Gazociągu Transadriatyckiego, który ma być dostępny dla pozostałych dostawców gazu, po wykorzystaniu przez Azerbejdżan jego początkowej przepustowości. Co więcej, są dowody na to, że taka opcja jest poważnie brana pod uwagę. Podczas Europejskiej Konferencji Gazowej w Wiedniu, wiceprezes Gazpromu Alexander Medvedev zadeklarował, że Gazprom jest zainteresowany korzystaniem z rurociągu TAP w celu dostarczania rosyjskiego gazu do Włoch.

Rosyjski gaz miałby być dostarczony do gazociągu TAP poprzez Turkish Stream. Zamiar ten potwierdza również dokładne określenie w nowej umowie w sprawie budowy Turkish Stream, zawartej między Rosją a Turcją, miejsca zakończenia tego gazociągu w miejscowości Ipsala, leżącej dokładnie naprzeciw greckiej miejscowości Kipoi, gdzie TAP i TANAP, mają się połączyć. Pod koniec marca 2017 r., kontrolowany przez rząd włoski koncern ENI podpisał w Moskwie z Gazpromem umowę o porozumieniu w sprawie współpracy dotyczącej rozwoju Południowego Korytarza Gazowego jako drogi dostaw gazu z Rosji do Europy.

Tym samym gwarantując na długie lata dochody Rosji, azerskiemu dyktatorowi, a przede wszystkim – sobie i pozostałym korporacjom.

Fot. Wikimedia Commons