Jak się robi złoty interes za 4,5 mld dolarów

Salvati_Rosia_Montana

Takiego odszkodowania domaga się kanadyjska firma wydobywcza od Rumunii za to, że rząd tego kraju odmówił jej zgody na wydobycie złota ze względów środowiskowych i społecznych. Za szemranym biznesem stoi kontrowersyjny biznesmen, skorumpowani politycy i… Norweski Państwowy Fundusz Emerytalny. Jeśli wygra, będzie to ostrzeżenie również dla Polski, że z korporacjami lepiej nie zadziewać…

Firma Gabriel Resources wniosła sprawę w ubiegłym roku, ale dopiero teraz ujawniła wysokość roszczenia.

Spór o dostęp do zasobów złota w Rosia Montană toczy się od 1999 r., gdy firma Gabriel Resources otrzymała koncesję poszukiwawczą i wkrótce chciała uruchomić tu największą odkrywkę kruszcu w Europie. Miała zainwestować już 700 mln dolarów, nie mając jednak wymaganych zezwoleń.

Zaraz po otrzymaniu koncesji doszło bowiem do bardzo poważnej katastrofy w innej kopalni złota, w Baia Mare. Pękła tama zbiornika odpadowego i do środowiska dostało się ok. 100 tys. m3 wody skażonej silnie toksycznymi cyjankami. Ich stężenie w rzekach 700 razy przekroczyło dopuszczalne normy. Skażone zostały zasoby wody pitnej dla ok. 2,5 mln osób.

Opór

Katastrofa wzmogła opór społeczny wobec odkrywki w Roșia Montană. Miała ona stosować tę samą technologię z wykorzystaniem cyjanków. Ponadto wymagała rozkopania czterech szczytów górskich, powstania zbiornika osadowego o powierzchni ponad 300 ha, zniszczenia blisko 1000 domów i przesiedlenia ok. 2 tys. osób. Mimo sprzeciwu społecznego i braku wszystkich pozwoleń na wydobycie firma zaczęła inwestować w teren, wykupując niektóre domy. Część mieszkańców odmówiła.

Jak podkreśla Instytut Globalnej Odpowiedzialności, Gabriel Resources nigdy nie przeprowadziła konsultacji społecznych i nie przedstawiła mieszkańcom konsekwencji swojego projektu.

W kraju narastał jednak sprzeciw: kampania Save Roșia Montană stała się największym rumuńskim ruchem ekologicznym. Różne instytucje państwowe wypowiedziały się przeciw inwestycji. Ocena oddziaływania na środowisko przygotowana przez firmę została odrzucona. Rumuńska Akademia Nauk domagała się całkowitego zakazu wykorzystania cyjanków przy wydobyciu. Parlament Europejski przyjął niedawno rezolucję domagającą się całkowitego zakazu ich użycia, a wiele krajów już taki zakaz wprowadziło.

Po apelacjach organizacji społecznych sądy anulowały licencje Gabriel Resources na eksploatację. Również hierarchie trzech głównych kościołów podpisały sprzeciw wobec kopalni. Plan budowy odkrywki w Rosia Montană skrytykowały też instytucje międzynarodowe: Parlament Europejski i Międzynarodowa Rada Ochrony Zabytków przy ONZ. W 2013 r. rząd próbował wprowadzić ustawę, która pozwoliłaby obejść normy dotyczące środowiska, blokujące projekt. Doszło do największych w tamtym czasie protestów od czasu obalenia komunizmu, które trwały kilka tygodni. Rumuński parlament odrzucił wtedy możliwość budowy kopalni.

Korupcja i hipokryzja

To, że wcześniej rząd udzielił koncesji na wydobycie, było prawdopodobnie wynikiem gigantycznej korupcji. Za spółką Gabriel Resources stał wówczas Frank Timis, Rumun, który wcześniej szukał m.in. złota w Australii Zachodniej. Jak później wyszło na jaw, spółkę z rumuńskim państwem założył dzień przed oficjalnym ogłoszeniem rumuńskiego rządu wzywającego do startu w konkursie na spółkę joint venture przy eksploatacji złóż w Rosia Montana… Timis musiał zrezygnować ze swoich udziałów, gdy okazało się, że przed władzami giełdy w Toronto zataił to, że w przeszłości był dwukrotnie karany w Australii za posiadanie heroiny.

Dzisiaj znaczące udziały w spółce ma m.in. izraelski miliarder i filantrop Beny Steinmetz, aresztowany w 2016 r. za przekupywanie afrykańskich polityków w zamian za koncesje wydobywcze oraz….Norweski Państwowy Fundusz Emerytalny. Tak, ten sam, który zrezygnował z udziałów w polskich spółkach energetycznych, bo spalają szkodliwy dla środowiska węgiel… To nie koniec hipokryzji. Pozostałe udziały są w również w rękach funduszu Tenor Capital Management, która specjalizuje się w wygrywaniu przez korporacje gigantycznych odszkodowań przed sądami arbitrażowymi. Teraz ma wygrać dla swojej spółki kwotę przekraczającą trzykrotność rocznego budżetu Rumunii na ochronę zdrowia, a zarazem prawdopodobnie najwyższą, jakiej kiedykolwiek domagano się przed trybunałem arbitrażowym przy Banku Światowym. O ironio, tym samym, który wcześniej odmówił spółce udzielenia kredytu na kontrowersyjny projekt…

Arbitraż

Arbitraż inwestycyjny (ang. ISDS – Investor-State Dispute Settlement), będący elementem umów dwustronnych zawieranych pomiędzy tzw. krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się budzi emocje nie tylko w Rumunii. Ten działający przy Banku Światowym to tylko jedna z wielu tego typu instytucji, działających poza prawem państwowym. Korporacje nie raz wykorzystywały ją do wygrywania spraw przeciw biedniejszym państwom. Jak w przypadku Occidental Petroleum, która wygrała z rządem Ekwadoru 1,8 mld dol. plus 500 mln odsetek za odebranie spółce złóż ropy, na terenie których wcześniej dokonała gigantycznej degradacji środowiska. Przeciw Polsce toczy się aktualnie kilkanaście postępowań przed sądami arbitrażowymi, o wartości sporu ok. 4 mld złotych. Polski rząd zapowiadał rok temu, że wypowie wszystkie dwustronne umowy inwestycyjne, które umożliwiają pozywanie państwa przed arbitraż, ale do dziś nic się nie wydarzyło.

Istnieje obawa, że Rumunia, ze strachu przed koniecznością wypłaty gigantycznego odszkodowania, ugnie się i wyda koncesję wydobywczą. Mimo tego, że w styczniu tego roku rumuński rząd wystąpił o wpisanie Rosia Montană na listę światowego dziedzictwa UNSECO, co uniemożliwiłoby prowadzenie tam działań przemysłowych.

Jak na razie, jedynym państwem, który wygrał kompleksowo walkę z korporacjami wydobywczymi, jest Salwador. On też był pozwany za niewydanie koncesji wydobywczej międzynarodowej korporacji. Po korzystnym dla siebie werdykcie trybunału Salwador wprowadził bezprecedensowy zakaz wydobycia wszelkich metali na swoim terytorium.

Przeczytaj też: „Historia Salwadoru: Jak ludzie walczą z kopalniami”

Fot. Wikimedia Commons