Jest dowód: producenci świadomie postarzają sprzęt

Planned obsolescence, Wikimedia Commons

Choć skala zjawiska jest nadal ciężka do oszacowania, to pewne, że coraz częściej musimy kupować nowy sprzęt z powodu celowego postarzania go przez producentów. Czy Unia Europejska wprowadzi regulacje, które pomogą ten proceder ograniczyć?

Komu to się nie zdarzyło? Najdroższa część w zmywarce czy ekspresie do kawy zużywa się dokładnie po dwóch latach. Zaraz po upływie gwarancji psuje się bateria w laptopie. A ta w telefonie traci wydajność, ale jest zintegrowana z aparatem, więc trzeba kupić nowy, zamiast wymienić baterię na nową. W „nienaprawialnym” sprzęcie przoduje zwłaszcza Apple, którego iPada nie sposób otworzyć, a obudowy tłuką się wyjątkowo łatwo. To nie pech, ale celowe działanie producentów, których biznes kręci się tylko dzięki temu, że wciąż kupujemy nowe urządzenia, mimo że stare wciąż powinny teoretycznie działać. Albo nie sposób ich naprawić, bądź koszt wymiany części sięga ceny nowego sprzętu.

Producenci od dawna stosują różne sztuczki, które mają zmuszać konsumentów do kupowania nowych produktów. Zaczęli już niemal sto lat temu w USA. Automatyzacja doprowadziła bowiem do obniżki cen i szybkiego nasycenia rynku. Zbyt trwałe produkty mogły dla biznesu oznaczać zagładę. Historię planowego postarzania produktu przedstawia najdokładniej hiszpański film dokumentalny „Spisek żarówkowy”. To właśnie producenci żarówek – Philips, Osram i General Electric – jako pierwsi założyli w latach 20. ubiegłego wieku kartel, którego celem było zwiększanie sprzedaży produktów poprzez zmniejszenie ich trwałości. Inżynierowie fabryk dostali tajne zadanie obniżenia czasu żywotności żarówek z ok. 2,5 tys. do tysiąca godzin. Zmowa została wykryta dopiero 20 lat później przez amerykańskie władze, ale i tak firmy praktycznie nie poniosły żadnych konsekwencji, bo technicznie „planned obsolescence” jest bardzo trudne do udowodnienia, a na pewno kosztowne.

Czytaj też: „Afera żarówkowa”

Tymczasem strategia planowego zmniejszania trwałości wyrobów jest procederem stosowanym na masową skalę. Udowodnili to właśnie naukowcy z niemieckiego Öko-Institut oraz Uniwersytetu w Bonn. Przeprowadzili badania, z których jasno wynika, że konsumenci znacznie częściej niż kiedyś muszą wymieniać urządzenia elektryczne i elektroniczne „z powodów technicznych”. Badacze zastrzegają, że jeszcze nie ukończyli wszystkich badań i nie można na razie definitywnie stwierdzić, że konieczność wymianu sprzętu jest wprost zależna od „planned obsolescence”, ale nie ulega wątpliwości że coraz więcej sprzętu wymienia się nie z chęci posiadania nowego modelu, wprowadzenia innowacyjnych funkcji czy po prostu mody, ale właśnie dlatego, że coś się w nim popsuło.

Z ich ustaleń wynika, że jeszcze w 2004 r. 70 proc. wciąż działających notebooków było wymienianych głównie z powodu technologicznych innowacji i chęci posiadania nowszego sprzętu. Dziesięć lat później ta liczba spadła do 25 procent. Reszta musi więc kupować nowe z innych powodów. W przypadku białego sprzętu AGD, czyli pralek, lodówek czy zmywarek motywy są jeszcze bardziej oczywiste. Tylko jedna trzecia zakupów jest dokonywana, by wymienić wciąż działające urządzenia. Większość (od 55 do 57 proc.) ma zastąpić wadliwy już sprzęt. W dodatku badanie udowodniło, że procent białego sprzętu, który trzeba było wymienić w ciągu pięciu lat od zakupu (którego potencjalną żywotność szacuje się średnio na 13 lat) wzrosła z 3,5 proc. w 2004 r. do prawie 9 proc. w 2012 roku.

Z powodu planowego postarzania produktu cierpią nie tylko nasze portfele, ale i środowisko naturalne. Zużyte urządzenia tworzą góry elektrośmieci, z którymi trzeba coś zrobić. Film „Spisek żarówkowy” pokazuje, że często trafiają one do państw afrykańskich, gdzie składowane w niekontrolowany sposób zatruwają środowisko. Eletrośmieci masowo zalegają nie tylko w afrykańskich, ale i w polskich rowach.

Dzieje się tak, ponieważ producenci praktycznie nie odpowiadają za utylizację swoich produktów, która jest skomplikowana i droga. Nie mają więc motywacji, by podnieść jakość urządzeń. Odpowiedzialność za środowisko czy wobec konsumenta akurat najmniej ich obchodzi. Problem rozwiązać mogłaby Unia Europejska, na przykład wydłużając obowiązkowe gwarancje znacznie powyżej dwóch lat. To by zmusiło producentów do przeprojektowania produkcji i sprzętu i zadbania o jego wyższą jakość. Lobbyści w Brukseli już dostali tajne zadanie, by do tego nie dopuścić. Pomagają im w tym sami konsumenci, którzy wierząc, że nowy model telefonu czy komputera jest lepszy, i tak kupią go szybciej niż zdążą zużyć ten poprzedni…