Minerały wojny

https://www.flickr.com/photos/enoughproject/5635818738

Powstają z nich komputery, smartfony, aparaty fotograficzne, części AGD… Z pieniędzy, które płacą za nie najwięksi giganci elektroniki, finansowane były najkrwawsze konflikty i zbrodnie w Afryce. I nadal będą…

Jeśli masz laptopa, PlayStation lub komórkę, masz jedną szansę na pięć, że nosisz przy sobie cząstkę kongijskiej ziemi – pisał w książce „The Looting Machine” („Grabieżcza machineria”) Tom Burgis. W Kongo znajdują się jedne z największych na świecie złóż kobaltu (używany do produkcji akumulatorów), czy wolframu, cyny i koltanu zawierającego tantal niezbędny do produkcji elektroniki.

3T-Infographic-FINAL-white-1024x942

Gdzie znajdziesz tantal, wolfram (tungsten) i cynę (tin)

O kontrolę nad tymi bogactwami od lat walczą grupy zbrojne, które do pracy zmuszają dzieci, wyzyskują pracowników, a pieniądze z wydobycia wydają na broń. Dlatego minerały te nazywane są minerałami konfliktu. Albo wojny. Która trwa, bo minerały – poprzez sieci pośredników, po „zalegalizowaniu”, kupują giganci. Dostawcy Samsunga, Apple, Microsoftu, Sony, Intela… W proceder prania pieniędzy pochodzących ze sprzedaży minerałów zaangażowane są spółki notowane na londyńskiej i nowojorskiej giełdzie. Na obrocie krwawymi minerałami najwięcej zarabia Dan Gertler, izraelski miliarder z listy najbogatszych Forbesa, przyjaciel prezydenta Konga, Josepha Kabili.

W ubiegłym roku Amnesty International opublikowała raport ujawniający, w jakich warunkach wydobywa się minerały wojny, kto na nich zarabia i kto z nich korzysta.

Żaden z międzynarodowych gigantów nie przyznał się, że wie, z czym wiąże się proceder wydobycia ich kluczowych surowców. Trudno w to uwierzyć, prawda? Amerykańska i unijna administracja też w końcu przestała wierzyć. Dlatego miała uregulować problem i zmusić koncerny choćby do ujawniania, czy korzystają z minerałów pochodzących z terenów konfliktu (głównie z Kongo).

Amerykanie w 2010 r. zmusili do tego spółki giełdowe ustawą Dodda-Franka, a ścieżka legislacyjna podobnego obowiązku w Unii Europejskiej została uruchomiona w 2015 roku. Organizacje, poparte przez Parlament Europejski, apelowały o to, by Unia nałożyła na wszystkie europejskie firmy, które korzystają z tych surowców,  obowiązek kontroli skąd pozyskują te minerały i czy nie przyczyniają się pośrednio do finansowania konfliktów.

I co? I nic. Producenci elektroniki uruchomili potężną machinerię lobbingową. Obiecując, że będą „dobrowolnie” zatrudniać audytorów sprawdzających, czy minerały do ich smartfonów czy komputerów pochodzą z legalnych i „nie krwawych” źródeł. O tym, jak te dobrowolne systemy audytu wyglądają w praktyce piszę m.in. tutaj.

Lobbyści odnieśli sukces. Po kilku miesiącach negocjacji Komisja, Parlament i Rada Europejska osiągnęły właśnie porozumienie dotyczące uregulowania handlu minerałami konfliktu. Obowiązek raportowania zostanie nałożony jedynie na te firmy, które sprowadzają do Europy minerały w postaci rud lub czystych metali. Tyle, że takich praktycznie na rynku europejskim nie ma… Firmy, które wprowadzają minerały na europejski rynek w gotowych już produktach lub półproduktach nie będą musiały niczego raportować. Mają podlegać „autoregulacjom”…

– W przyjętym kształcie przepisy nie przyniosą raczej oczekiwanych skutków, ponieważ duża część firm, które kupują minerały konfliktu do swoich produktów pozostanie praktycznie poza kontrolą. Unia ustąpiła pod żądaniami biznesu, który intensywnie lobbował za tym, by nic nie ograniczało wolnej amerykanki w zakupach cennych surowców. Europejscy konsumenci nadal więc nie będą mogli być spokojni, że kupowane przez nich produkty nie finansują pośrednio konfliktów zbrojnych – mówi Ewa Jakubowska-Lorenz z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych organizacje producenckie pozwały tamtejszą organizację nadzoru o to, że ustawa zmuszająca ich do umieszczania na produktach ostrzeżenia, że nie zweryfikowały, czy są „conflict-free”, narusza ich swobodę…wypowiedzi…Sąd apelacyjny wydał dla nich korzystny wyrok i kazał usunąć obowiązek informacyjny. Którego i tak nie wypełniało 80 proc. firm.

Na „pocieszenie” Apple ogłosił, że kopalnie, z których surowców korzysta, w tym finansujące konflikty zbrojne, obejmie własnym, wewnętrznym audytem. Co zrobi z jego wynikami, nie wiadomo. Ale przynajmniej żadna nieprzyjemna wiadomość nie zakłóci już wrześniowej premiery nowego iPhone’a.

Tagged with:     , ,