(Nie)bezpieczna jazda

Mercedes-Benz Safety Experience

W zeszłym roku na drogach Unii Europejskiej zginęło ponad 25 tys. osób. Najwięcej w Polsce. Gdyby wszystkie samochody miały odpowiednie systemy bezpieczeństwa, a kierowcy potrafili bezpiecznie jeździć, śmiertelnych wypadków można by uniknąć…

W ubiegłym tygodniu brałam udział w szkoleniu bezpiecznej jazdy, które organizowała Driving Academy Robert Hundla dla klientów Mercedes-Benz Polska. Po takim kursie kierowca ma dużo większą świadomość, jak funkcjonują systemy, które są zamontowane w jego samochodzie, umie z nich dobrze korzystać, a przede wszystkim – wyrabia w sobie nawyki, które pozwalają mu bezpieczniej jeździć. Plany, aby tego typu szkolenia były obowiązkowe w Polsce dla wszystkich młodych kierowców, na razie spaliły na panewce, co jest ogromnym błędem. Dziś tylko od dobrej woli i etyki producentów samochodów (czy pracodawców wysyłających na takie szkolenia pracowników) zależy, czy kupując nowy samochód dostaniemy w pakiecie kurs bezpiecznej jazdy. Przez który powinien przejść KAŻDY. 

Największe wrażenie zrobił jednak na mnie – totalnemu laikowi w kwestii motoryzacji – system bezpieczeństwa (akurat w Mercedesie nazywa się PRE-SAFE), który zapewnia ochronę przed skutkami wypadku. Stale analizuje dane z czujników innych systemów, jak elektroniczny program stabilizacji jazdy czy asystent układu hamulcowego, wykrywając w ten sposób na przykład tendencje do pod- lub nadsterowności, czy krytyczne hamowanie. W razie wykrycia niebezpiecznej sytuacji, błyskawicznie uruchamia różne funkcje. I tak: zamyka szyby, reguluje siedzenia, pompuje boczne komory foteli itd… Wydaje nawet dźwięki, które mają “zamortyzować” szok pasażera w trakcie wypadku. A system automatycznego hamowania sam zatrzyma samochód, gdy się zagapimy, a ktoś wtargnie na jezdnię, czy przed nami pojawi się niespodziewanie przeszkoda. 

Według badań, gdyby każdy samochód był wyposażony w takie systemy, liczba zabitych mogłaby się zmniejszyć o 30%! Dlaczego tak nie jest? Czemu nie każdy producent montuje je z automatu, skoro odpowiednie technologie są znane i stosowane już od początku naszego wieku?! Bo…nie musi. Ich umieszczenie w każdym modelu auta (i jeszcze przeszkolenie kierowcę) oczywiście podniosłoby koszty, a tym samym ceny, na co walczące o klientów z każdego, również najniższego segmentu koncerny, nie mogą, albo nie chcą, sobie pozwolić. 

O tym, że koszty okazują się w biznesie ważniejsze niż korzyści dla zdrowia, czy środowiska, przekonaliśmy się już, gdy wybuchła “afera spalinowa”. W 2015 r. Volkswagen przyznał się do oszukiwania podczas testów na emisję spalin. Jak ustalili amerykańscy śledczy, instalowane oprogramowanie w autach z silnikiem diesla spowodowało, że emisja tlenku azotu podczas wymaganych testów w pojazdach niemieckiego producenta spełniała normy w USA. Jednak podczas właściwej jazdy emisja spalin była nawet 40 razy wyższa. Ponieważ potem okazało się, że oszukiwał nie tylko Volkswagen, i nie tylko w USA…w 2017 r.  państwa członkowskie ustaliły, że to poszczególne kraje Unii będą finansowały ośrodki testowania emitowanych zanieczyszczeń, a później mogą pobierać opłaty od producentów aut. Do tej pory to same koncerny zatrudniały agencje testujące, co doprowadziło do oszustw. 

Również, jeśli chodzi o systemy zwiększające bezpieczeństwo kierowców (i wszystkich uczestników ruchu drogowego), Komisja Europejska musiała przejąć pałeczkę i zmusić prawnie wszystkie koncerny do ich montowania. Parlament niedawno przegłosował przepisy decydujące, że od 2022 r. wszystkie nowe samochody będą musiały być wyposażone w szereg dostępnych już m.in. w Mercedesie technologii ratujących życie i wspomagających kierowców. Takich jak: inteligentne dostosowanie prędkości, wykrywanie innych uczestników ruchu, inteligentne utrzymywanie pojazdu w pasie ruchu, systemy ostrzegania o spadku poziomu uwagi kierowcy czy awaryjny system hamowania. Jako, że błąd ludzki dotyczy około 95% wszystkich wypadków drogowych, obowiązkowe technologie bezpieczeństwa mogą pomóc ocalić 25 tys. istnień ludzkich i uniknąć co najmniej 140 tys. poważnych obrażeń do 2038 roku.