Precz z wydobyciem! Jak ludzie walczą z kopalniami

open-pit mine

Na razie jest tylko jeden kraj, który wprowadził całkowity zakaz wydobycia wszelkich metali na swoim terytorium. W wielu innych toczy się walka o koniec degradującego środowisko wydobycia surowców

Ten kraj to maleńki Salwador, który w marcowym głosowaniu parlamentu usankcjonował moratorium na wydobycie metali, które obowiązywało od 10 lat. Nowe prawo, do którego uchwalenia nie chciały dopuścić zagraniczne koncerny wydobywcze, dotyczy głównie złota. Wydobywanego metodą odkrywkową z użyciem roztworów silnie toksycznych cyjanków i pochłaniającym ogromne ilości wody: w ciągu jednej godziny kopalnia złota czerpie jej tyle, ile przeciętna rodzina w Salwadorze zużywa przez około 20 lat.

– Woda jest w tym kraju poważnym problemem: 90 proc. rzek i jezior jest skażonych, a jedna czwarta ludności wiejskiej nie ma dostępu do czystej wody pitnej. Według ONZ stan środowiska jest katastrofalny – podkreśla Instytut Globalnej Odpowiedzialności.

Nowe prawo, które i tak nie uwzględnia wydobycia węgla, soli, czy innych nie-metali, to wynik wieloletniej walki lokalnych społeczności przeciwko firmom wydobywczym, które zaczęły inwestować w kraju po zakończeniu wojny domowej w 1992 roku. Niedługo później dwie korporacje pozwały Salwador przed międzynarodowym trybunałem arbitrażowym, domagając się wysokich odszkodowań za nieotrzymanie koncesji, a równocześnie wywierając naciski na rząd, by nie blokował działań wydobywczych. Nie udało im się.

W ubiegłym roku trybunał jednomyślnie odrzucił pozew firmy OceanaGold i kazał zapłacić Salwadorowi 8 milionów dolarów za koszty procesu (których firma zresztą do dziś nie wypłaciła). Wyrok zmobilizował Salwadorczyków, popieranych przez niemal 300 organizacji międzynarodowych, do walki o wprowadzenie na stałe zakazu wydobycia. W trakcie której zamordowanych zostało czworo aktywistów, a wiele innych osób było przez korporację zastraszanych.

Korporacje nie chcą oddać pola

Zastraszanie, szantażowanie, czy korumpowanie władz przez firmy wydobywcze, lobbing w instytucjach międzynarodowych, czy wreszcie pozywanie do sądów arbitrażowych, to główna przyczyna niepowodzeń podobnych protestów w innych krajach. Jak w Gwatemali, czy Hondurasie, gdzie szkody środowiskowe i społeczne z powodu wydobycia surowców metodą odkrywkową z wykorzystaniem cyjanków są ogromne, ale mimo ogromnych protestów nie udaje się mu zapobiec.

Nie udało się to nawet w Unii Europejskiej (oprócz Niemiec)! Jeszcze kilka lat temu, Janez Potočnik, komisarz ds. środowiska twierdził publicznie, że zakaz „nie byłby uzasadniony względami środowiskowymi czy zdrowotnymi, za to miałby destrukcyjny wpływ na zatrudnienie”. 27 kwietnia 2017 r. Parlament Europejski przegłosował rezolucję wzywającą Komisję Europejską do wprowadzenia zakazu tak szybko, jak możliwe. Do tej pory lobbyści skutecznie blokowali takie inicjatywy.

Jest jednak szansa, że tym razem siła unijnych lobbystów z branży wydobywczej osłabnie. Krajów, które otwarcie i skutecznie buntują się przeciwko dominacji firm wydobywczych kosztem lokalnych społeczności, jest bowiem coraz więcej. Po Salwadorze zakaz wydobycia surowców metodą odkrywkową wprowadzą prawdopodobnie Filipiny.

Minister środowiska Filipin, Regina Lopez, przeprowadziła kontrole, w wyniku których w lutym nakazała zamknięcie połowy z działających tam kopalń. Wprawdzie na skutek nacisku firm wydobywczych minister została usunięta ze stanowiska przez Kongres, ale zdążyła podpisać dokumenty i na pewno nie będzie to koniec batalii Filipin o uchwalenie nowego prawa.

Pod koniec marca batalię wygrali Kolumbijczycy z dystryktu centralnego, którzy doprowadzili do wprowadzenia całkowitego zakazu działalności wydobywczej na tym obszarze. Zgodnie z raportem Mining in Colombia: at What Cost?”, niemal 40% powierzchni Kolumbii podlega działalności wydobywczej!

Udane bitwy

Coraz częściej udaje się też oddalać pozwy i naciski międzynarodowych korporacji. Nie uległa im np. Kostaryka, którą spółka-córka kanadyjskiej Infinito Gold zamierzała pozwać do międzynarodowego arbitrażu przy Banku Światowym domagając się miliarda dolarów odszkodowania za „potencjalne utracone zyski” po uchwaleniu przez Kostarykę zakazu wydobycia metodą odkrywkową w 2010 roku. Trybunał Konstytucyjny oddalił wnioski własnego stowarzyszenia wydobywców i udowodnił, że prawo jest konstytucyjne.

Tam, gdzie nie udaje się uchwalić odpowiednich przepisów, czasem wystarczy odpowiedni nacisk społeczny, którego najbardziej boją się politycy i same firmy. Jak w Polsce, gdzie mimo usankcjonowanego prawa dotyczącego poszukiwania gazu z łupków, lokalnym społecznościom udało się zniechęcić firmy wydobywcze do ponoszenia dalszych kosztów odwiertów.

Podobny skutek miały protesty Indian w Dakocie, gdzie dzięki poparciu całego świata zrezygnowano z przeprowadzenia ropociągu przez rezerwat Sjuksów Standing Rock, pod dnem rzeki Missouri. Wprawdzie nowy prezydent USA, Donald Trump, który miał (ma?) udziały w firmie budującej ropociąg, podpisał rozporządzenia, które które mają utorować drogę do budowy oprotestowanych przez ekologów rurociągów Keystone XL i Dakota Access, ale wątpliwe, że Indianie ze Standing Rock oddadzą tak łatwo pole walki.

Nie tylko im, Salwador, najmniejszy kraj Ameryki Łacińskiej, udowodnił właśnie, że przy uzyskaniu odpowiedniego poparcia można się przeciwstawić najpotężniejszym korporacjom.

ZOBACZ, JAK WYGLĄDA WYDOBYCIE METODĄ ODKRYWKOWĄ I KTÓRYM KRAJOM UDAŁO SIĘ ZAKAZAĆ UŻYWANIA TOKSYCZNYCH CYJANKÓW