Słodkie życie prezesa? Ile zarabiają polscy bankowcy

David Zaslav, fot. https://www.flickr.com/photos/thomashawk

Nadzór finansowy chce zmusić banki do informowania o stosunku średniego wynagrodzenia zarządu w relacji do pensji pracownika. Takie informacje nie poprawią kiepskiego już wizerunku bankowców. Ale czy szefowie banków są aż takimi „grubymi kocurami”, za jakich się ich uważa… ?

– Bank powinien określić maksymalny stosunek średniego całkowitego wynagrodzenia brutto członków zarządu do średniego całkowitego wynagrodzenia brutto pozostałych pracowników banku w okresie rocznym. Stosunek ten powinien być ustalony na poziomie umożliwiającym skuteczne wykonywanie zadań przez pracowników banku, mając na uwadze potrzebę ostrożnego i stabilnego zarządzania bankiem” – taka informacja znalazła się w najnowszym projekcie Rekomendacji Z na temat zasad ładu wewnętrznego w bankach. Będzie konsultowana do 23 grudnia.

Według Komisji Nadzoru Finansowego stosunek ten powinien być „ustalony na poziomie umożliwiającym skuteczne wykonywanie zadań przez pracowników banku, mając na uwadze potrzebę ostrożnego i stabilnego zarządzania bankiem”. To nie oznacza, że nadzór zamierza ingerować w wysokość pensji szefów banków, ale jednoznaczna i powszechna informacja o tym, ile zarabiają może nie być bankom na rękę.

KNF ma podobne plany, co amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Od 2017 r. wszystkie amerykańskie spółki giełdowe będą miały obowiązek ujawniania, jakie są różnice w wynagrodzeniu prezesa i szeregowych pracowników. SEC zobowiązała przedsiębiorstwa do ujawniania mediany wynagrodzeń wszystkich pracowników oraz opublikowania wskaźnika porównującego tę liczbę do całkowitego wynagrodzenia dyrektora generalnego.

Dotychczas każde wyliczenia dziennikarzy w tym temacie budziły spore emocje. Faktycznie, porównanie np. całkowitego wynagrodzenia najlepiej zarabiającego prezesa polskiego banku, szefa Pekao SA, Luigi Lovaglio (w 2014 r. zainkasował ok. 7,7 mln zł) z przeciętnym wynagrodzeniem brutto jego pracowników (82,5 tys. zł) robi wrażenie. Ale wbrew pozorom bankowcy, zarabiający po 3-4 mln zł rocznie – choć dominują w czołówce – nie są jedynimi „milionerami”. Najwięcej zarabiający właściciel, a jednocześnie prezes w Polsce (Janusz Filipiak, szef Comarchu) zainkasował w 2014 r. ponad 8 mln złotych. Niemal tyle samo zarobił Markus Tellenbach,  stojący na czele TVN).

Prezesi polskich firm, zarabiający „ledwie” 100-200 razy więcej niż pracownicy, nie zrobiliby jednak większego wrażenia w Stanach Zjednoczonych. Gdyby porównać ich pensje z zestawieniem zarobków prezesów amerykańskich firm, które opublikował kilka miesięcy temu amerykański Forbes, dochody polskich szefów wyglądają jak skromne zaskórniaki…

To prawda, że przeciętne zarobki Amerykanów są wyższe niż w Polsce, gdzie średnia krajowa ledwie przekracza 4 tys. zł brutto, niemniej wynagrodzenie 55-letniego zarządzającego Discovery Communications, Davida Zaslava, które w 2014 r. przekroczyły 156 mln dolarów, naprawdę robią wrażenie.

Lista Forbesa prezentuje prezesów nie w kolejności wysokości wynagrodzeń, ale według tego, jak bardzo różnią się one od mediany zarobków w ich branży. Tak oto, pracownicy Zaslava, jak i inni pracujący w podobnych firmach, zarabiają ok. 80 tys. dolarów rocznie. Czyli 1950 razy mniej niż szef Discovery Communications.

Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że Zaslav nie dostał milionów bezwarunkowo. Aż 144 mln z gigantycznej kwoty to opcje, które będą zrealizowane, jeśli firma pod jego kierownictwem osiągnie określone wyniki. W 2013 r. zarobił „tylko” 33 mln dolarów. Drugi na liście, Steve Ells, założyciel sieci restauracji Chipotle, zarabia 1522 razy więcej niż swoi pracownicy, co daje mu niemal 30 mln dolarów dochodu.

Według Economic Policy, średnie wynagrodzenie dyrektorów generalnych w 350 największych amerykańskich firm wzrosło od 1978 r. do 2014 r. o niemal tysiąc procent. Jednocześnie koszty związane z zatrudnieniem wszystkich pracowników wzrosły w tych firmach zaledwie o 10,9 procent. A zatem, podczas gdy pod koniec lat 70. dyrektorzy zarabiali około 30 razy więcej niż ich szeregowi pracownicy, dziś zarabiają 300 razy tyle.

W Polsce dysproporcje są zatem mniejsze niż w USA. Przykładowo, w branży IT, mediana za 2014 r. wynosi 6 tys. zł brutto, czyli 72 tys. zł rocznie. A zatem mniej więcej jedną setną tego, co zainkasował prezes Comarchu. Przeciętne zarobki w jego firmie (a zatem uwzględniające również pensje zarządu) – jak wynika ze sprawozdania finansowego spółki za 2014 r. – wyniosły 122 tys. zł rocznie. Mediana w bankowości, według badań agencji Sedlak&Sedlak, to 5,5 tys. zł brutto miesięcznie. Czyli prezesi banków zarabiają średnio „tylko” 40-50 razy więcej niż ich pracownicy. Pocieszające?

Fot. David Zaslav, https://www.flickr.com/photos/thomashawk