Tam, gdzie rosną szparagi

Gospodarstwo Mejlertów

Gospodarstwo Majlertów to przykład etycznego rolnictwa, „slow food” i odpowiedzialnej konsumpcji. Jedyne takie miejsce w Warszawie padnie niedługo ofiarą rozbudowy miasta.

Na północno-wschodnich obrzeżach Warszawy, w Białołęce, leży gospodarstwo Ludwika Mejlerta o historycznej nazwie Marcelin-Tadzinek.

Gospodarstwo założył Wilhelm Meylert, który w 1878 r. za 28 tys. rubli kupił nieduży zaniedbany folwark w Marcelinie.

Po latach kryzysu spowodowanego spadkiem cen zboża, hodował bydło i sprzedawał mleko w kapslowanych butelkach do sklepów i domów w Warszawie. Po tym, jak gospodarstwo strawił pożar, Meylert na początku XX w. założył na powierzchni 8 morgów plantację szparagów, która oczyściła Marcelin z długów. Włodzimierz Meylert przekazał wkrótce gospodarstwo w ręce synów, a sam zajął się działalnością publicystyczną i dobroczynną.

Szparagi, oprócz wielu innych, zapomnianych dziś gatunków warzyw, jak brokulik gałązkowy czy szczypiorek czosnkowy, do dziś uprawiają na 10-hektarowej ziemi potomkowie Wilhelma Meylerta. Kontynuują rodzinne tradycje łącząc osiągnięcia nauk rolniczych z elementami rolnictwa ekologicznego.

Nie kolekcjonują ekologicznych certyfikatów, ale oferują Warszawiakom zdrowe, sezonowe warzywa w przystępnych cenach, uprawiane na zbadanych, czystych od zanieczyszczeń ziemiach.

W letnie miesiące, do końca września, w każdy weekend organizują obiady podawane – dosłownie – na polu. Przygotowywane wyłącznie z własnych produktów. Przy wspólnym drewnianym stole, na drewnianych skrzynkach, między zagonami sałaty, spotykają się często nieznający się wcześniej ludzie, którzy między daniami przygotowywanymi na ich oczach, zaczynają rozmawiać, poznawać się, smakować codzienność,

Przekonać, że najcenniejsza, najzdrowsza, najbardziej ekologiczna żywność, to ta, którą uprawia się jak najbliżej naszego miejsca zamieszkania, kupowana bezpośrednio od tych, którzy sami ją uprawiają, bez zbędnych pestycydów. Ta, której nie marnujemy. Której – jak w gospodarstwie Majlertów – wystarczy nawet dla odwiedzających pole saren i dzików:) A co na koniec sezonu pozostanie niezebrane na polu – mogą za darmo zebrać przygodni goście.

Bo marnotrawstwo i chęć jedzenia przez cały rok sprowadzanych z drugiej części planety „pięknych” owoców i warzyw to największa przyczyna wyczerpywania się ziem pod uprawę, zanieczyszczenia wód, gleby i powietrza.

Gospodarstwo Majlertów to przykład etycznego rolnictwa, „slow food”, ale i odpowiedzialnej konsumpcji tych, którzy się u nich zaopatrują. Gdyby było więcej takich konsumentów, którzy każdego dnia ustawiają się w kolejce do sklepiku Majlertów, może i więcej byłoby takich gospodarstw. Bo jest ryzyko, że to, w Białołęce, może kiedyś zniknąć. Jest położone na planowanej trasie Mostu Północnego…

Ale nawet, jeśli tak by się stało, może tradycja odpowiedzialnego gospodarowania Majlertów – jak sto lat temu – odrodzi się wówczas gdzie indziej…?