W Polsce pracuje się jak w Bangladeszu

źródło: Clean Clothes Polska

Wyzysk w przemyśle odzieżowym to problem nie tylko Azji. Głodowe płace, fatalne warunki i praca na czarno są w tej branży normą. Również w Polsce pa­nu­je prze­ko­na­nie, że gło­do­we płace, fa­tal­ne wa­run­ki, czy praca przy­mu­so­wa w nad­go­dzi­nach są cha­rak­te­ry­stycz­ne dla pew­nych kra­jów pro­duk­cyj­nych

Jak w Ban­gla­de­szu, gdzie dwa lata temu w ru­inach za­wa­lo­nej fa­bry­ki w Rana Plaza zgi­nę­ło ponad ty­siąc osób. Z jed­nej stro­ny, duże za­in­te­re­so­wa­nie me­diów po­zwo­li­ło ze­brać po­trzeb­ne fun­du­sze na re­kom­pen­sa­ty dla po­krzyw­dzo­nych w ka­ta­stro­fie. Z dru­giej, wia­do­mo­ści o wy­pad­ku ugrun­to­wa­ły prze­ko­na­nie o szko­dli­wo­ści pro­duk­cji w Ban­gla­de­szu w ogóle. Pol­skie firmy odzie­żo­we sam fakt pro­duk­cji w Pol­sce wy­ko­rzy­stu­ją więc jako ar­gu­ment, że są bar­dziej w po­rząd­ku. Ale czy fak­tycz­nie tak jest?

Z ra­por­tu „Uszy­te w Eu­ro­pie”, wy­da­ne­go wła­śnie przez Fun­da­cję Kupuj Od­po­wie­dzial­nie, wy­ła­nia się mniej opty­mi­stycz­ny obraz „etycz­nej”, pol­skiej pro­duk­cji. We­dług au­to­rów, sy­tu­acja pol­skich szwa­czek jest bar­dzo trud­na: – Ist­nie­ją fa­bry­ki, gdzie pra­cow­ni­ce czują się wy­ko­rzy­sty­wa­ne i za­stra­szo­ne. Ude­rza­ją­ca jest bez­sil­ność wobec kie­row­nic­twa na­sta­wio­ne­go na „szu­ka­nie oszczęd­no­ści”. W wielu za­kła­dach po­wstał sys­tem pod­no­sze­nia wy­daj­no­ści opar­ty na stra­chu przed utra­tą pracy, w wy­ni­ku nie­wy­ra­bia­nia wy­śru­bo­wa­nych norm, czy z po­wo­du za­mknię­cia za­kła­du.

– W 8 go­dzin trze­ba wy­ro­bić plan. Cią­gle stra­szą, że się nie wy­ra­bia­my, i że nie wia­do­mo, jak długo będą za­mó­wie­nia. A jak nam się nie po­do­ba, mo­że­my się zwol­nić – re­la­cjo­nu­je jedna z przed­sta­wi­cie­lek trzech za­kła­dów, pro­du­ku­ją­cych m.​in. dla Hugo Boss i Levi’s.

Czę­ścią ba­da­nia był rów­nież wy­wiad gru­po­wy z 5 by­ły­mi pra­cow­ni­ca­mi zli­kwi­do­wa­ne­go za­kła­du „Trend Fa­shion” w My­śle­ni­cach, pro­du­ku­ją­ce­go m.​in. dla Vi­stu­li. W sierp­niu ubie­głe­go roku szwacz­ki straj­ko­wa­ły i do­ma­ga­ły się 100 zł pod­wyż­ki. Po 30 la­tach pracy za­ra­bia­ły 1300 zło­tych na rękę. Straj­ku­ją­ce zwol­nio­no, ale za­kład i tak wkrót­ce potem zo­stał za­mknię­ty.

W pol­skim prze­my­śle odzie­żo­wym ofi­cjal­nie pra­cu­je ak­tu­al­nie pra­wie 100 ty­się­cy osób (500 tys. mniej niż w 1991 roku). Więk­szość z nich to ko­bie­ty. Za­ra­bia­ją prze­cięt­nie około 1546,52 zł netto. Czy wy­star­cza to na godne życie? Wy­ni­ki ana­li­zy, roz­mo­wy z pra­cow­ni­ca­mi i zdro­wy roz­są­dek mówią, że nie.

Wy­ni­ki badań po­ka­zu­ją, że Pol­ska znaj­du­je się w gru­pie kra­jów Unii Eu­ro­pej­skiej o naj­wyż­szej sto­pie ubó­stwa wśród osób pra­cu­ją­cych. Pro­blem ten jest szcze­gól­nie wi­docz­ny wła­śnie z prze­my­śle odzie­żo­wym. Który w Pol­sce ma długą tra­dy­cję, jed­nak w ciągu ostat­nich 20 lat jego skala i zna­cze­nie stop­nio­wo ma­la­ła. Od lat 90-tych wiele fa­bryk stało się nie­ren­tow­ny­mi, nie wy­trzy­mu­jąc re­aliów wol­ne­go rynku oraz kon­ku­ren­cji tań­szych kra­jów pro­duk­cyj­nych.

Więk­szość za­kła­dów upa­dła rów­nież dla­te­go, że pro­du­ko­wa­ła w sys­te­mie OPT (Outward Pro­ces­sing Trade), co ozna­cza­ło, że w Pol­sce od­by­wa­ło się je­dy­nie szy­cie odzie­ży na pod­sta­wie pro­jek­tów za­gra­nicz­nych firm, z wy­ko­rzy­sta­niem ich ma­te­ria­łów, czę­sto rów­nież ma­szyn. Pol­skim wkła­dem była wy­kwa­li­fi­ko­wa­na i tania siła ro­bo­cza, która z cza­sem stała się i tak za droga.

War­tość pol­skie­go eks­por­tu odzie­ży wy­nio­sła w 2013 roku 3,3 mld zło­tych. W więk­szo­ści był skie­ro­wa­ny do Nie­miec, Ho­lan­dii, Rosji, Au­strii i Czech. To głów­nie tzw. pro­duk­cja prze­ro­bo­wa, re­ali­zo­wa­na na rzecz za­chod­nich marek. Zaj­mu­ją się nią w więk­szo­ści małe za­kła­dy, za­trud­nia­ją­ce po­ni­żej 50 pra­cow­ni­ków.

Ra­port Fun­da­cji Kupuj Od­po­wie­dziel­nie zwra­ca uwagę na szarą stre­fę. W 2014 roku w Łodzi było za­re­je­stro­wa­nych jako bez­ro­bot­ne ok. 5,4 tys. szwa­czek. Jed­no­cze­śnie pra­co­daw­cy mówią cią­gle o braku chęt­nych do pracy. Po­wo­dem są bar­dzo ni­skie staw­ki, zbli­żo­ne do mi­ni­mal­nej kra­jo­wej. Szwacz­ka pra­cu­ją­ca „na czar­no” może za­ro­bić dwu­krot­nie wię­cej, jeśli nie pod­pi­sze umowy.

Pa­ra­dok­sal­nie, we­dług Mi­ni­ster­stwa Go­spo­dar­ki prze­mysł tek­styl­no-odzie­żo­wy w Pol­sce ma obec­nie silną po­zy­cję w UE. Zaj­mu­je 8. miej­sce w ob­ro­tach, 6. miej­sce w na­kła­dach in­we­sty­cyj­nych, 3. miej­sce w za­trud­nie­niu i 2. miej­sce w licz­bie firm. W po­dob­nym tonie wy­po­wia­da się przed­sta­wi­ciel pra­co­daw­ców, Bo­gu­sław Słaby (pre­zes Związ­ku Pol­skich Pra­co­daw­ców Mody „Le­wia­tan”), stwier­dza­jąc: „Od dawna jest po­zy­tyw­ny trend w seg­men­cie prze­ro­bo­wym, wraca do Pol­ski pro­duk­cja z Azji. Krót­ka seria, krót­ki ter­min do­sta­wy i wy­so­ka ja­kość, tego Azja nie jest w sta­nie zre­ali­zo­wać. Dla­te­go pol­skie marki, He­xe­li­ne, Deni Cler szyją w Pol­sce.”

*Tekst pochodzi z www.forbes.pl

Tagged with:     , ,