Zagubieni w puszczy

Białowieża

Firmy, których dostawcami są tartaki kupujące drewno z Puszczy Białowieskiej, bezpośrednio przyczyniają się do wycinki starodrzewia. I są tak samo odpowiedzialne za degradację puszczy, jak ci, którzy zlecili wycinkę.

„Z pasją budujemy wartość tworząc lepszy świat”. „Jesteśmy współodpowiedzialni za wpływ na środowisko i jakość życia przyszłych pokoleń”. To deklaracje ze stron internetowych firm, które znalazły się na liście bezpośrednich odbiorców drewna z Puszczy Białowieskiej, ujawnionej przez portal oko.press. Tej, w której natychmiastowego zaprzestania wycinki starodrzewia domaga się UNESCO, Komisja Europejska, Trybunał Sprawiedliwości, ekolodzy, miliony Polaków, i obcokrajowców. Wszyscy, którym nie jest obojętny los jednego z ostatnich fragmentów pierwotnego lasu w Europie.

Największe przedsiębiorstwa na liście to producenci sklejki i płyt. Sklejka-Eko, białostocki Biaform SA czy Sklejka Pisz SA (należąca do potentata w branży – grupy Paged). Reszta ta tartaki, w których zaopatrują się setki innych dużych graczy. Biznes, dla którego w dzisiejszych czasach odpowiedzialność za ochronę środowiska i zrównoważony rozwój jest wizerunkowym must-have, zadbał w większości o to, żeby zrzucić ewentualną odpowiedzialność za pochodzenie surowca właśnie na tartaki.

To one są bezpośrednimi klientami nadleśnictw. Które, by zadowolić „tworzących lepszy świat” ubiegają się o certyfikaty typu Forest Stewardship Council, którymi lubią chwalić się „odpowiedzialne społecznie” firmy. Zakres działania certyfikatu obejmuje tylko pierwszy etap łańcucha produkcji – pozyskiwanie surowca. Ponad 148 mln ha lasów na świecie (ok. 5 razy tyle, ile wynosi powierzchnia Polski) jest obecnie certyfikowanych zgodnie ze standardami FSC. Który ma zapewniać m.in. „zrównoważone pozyskiwanie zasobów leśnych, nie przekraczające poziomu, który trwale uniemożliwi ich odnowienie”. Tego warunku Nadleśnictwo w Białowieży nie spełnia już od kilku lat. Straciło certyfikat FSC w 2010 roku.

Jak zatem możliwe, że na liście jego klientów znajdują się firmy, które deklarują że pozyskują surowiec w 100-procentach certyfikowany? Nie mówiąc o firmach, które są klientami tartaków i do których danych nie sposób dojść…

Polska jest czwartym największym eksporterem mebli w Europie. Ale drewna potrzebuje jeszcze do czegoś: do zaspokojenia unijnego wymogu osiągnięcia 15-procentowego udziału energii odnawialnej już w 2020 roku. A że w Polsce coś takiego, jak energia odnawialna istnieje w szczątkowej postaci, najprostszym sposobem do osiągnięcia tego celu (na papierze) stało się tzw. współspalanie węgla z biomasą. W przypadku Polski tą biomasą jest właśnie drewno. Spora jest w tym wina samej Unii Europejskiej, która pełnowartościowe drewno pozwala kwalifikować jako biomasę (więcej przeczytaj w tym artykule).

Na ujawnianej już oficjalnie liście miejscowości, w których działają klienci nadleśnictwa w Białowieży – są też takie, gdzie funkcjonują największe polskie elektrownie, które posiadają specjalne kotły przeznaczone do współspalania węgla z biomasą. Oficjalnie żadna z nich nie przyznaje, by zaopatrywała się w drewno z Białowieży. Doskonale wiedząc, że w praktyce jest to niemal niemożliwe do sprawdzenia. W ten sposób prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, gdzie ostatecznie trafia drewno, kupowane w Białowieży przez pośredników. Bo certyfikaty FSC są dobrowolne, a o tym, jak w każdej firmie wygląda realnie kontrola łańcucha dostaw, decyduje sama firma.

Oto odpowiedź, jakiej udzieliła np. IKEA na pytanie, czy zaopatruje się u jednego z dostawców, który jest klientem nadleśnictwa w Białowieży: „Współpracujemy z jedną z firm, która znajduje się w Piszu. Jednak zgodnie z polityką IKEA oraz umowami z naszymi dostawcami, nie informujemy, jakie firmy należą do łańcucha dostaw IKEA”. Jak w takim razie można zweryfikować, czy firmy nas po prostu nie okłamują? Na stronie internetowej można napisać wszystko.

Nie są to tylko polskie realia. W 2011 r. telewizja Aljazeera zrealizowała dokument śledczy (patrz poniżej), w którym pokazuje, jak „certyfikacja” wygląda w pierwotnych lasach na Łotwie, skąd drewno trafia głównie do Wielkiej Brytanii. Szczycącej się tym, że zamierza mieć „najbardziej zieloną” energię i poziom zrównoważonego rozwoju w Europie”. Wielka Brytania jest największym odbiorcą biomasy drzewnej w Europie. Polska chce ją najwyraźniej dogonić, bo szykuje właśnie nowelizację ustawy o odnawialnych źródłach energii, w którym odchodzi od promowania biomasy loklanej i przygotowuje elektrownie węglowe do współspalania w nich biomasy na wielką skalę. Po wakacjach ma być ogłoszona gigantyczna aukcja na biomasę, w wyniku której zapotrzebowanie na drewno wzrośnie o kilka milionów ton. Kto je dostarczy….?

Fot. Greenpeace Polska