Zyskowna gra o klimat

Zmiany klimatu zagrażają krajom Globalnego Południa

Jeżeli ktoś sądzi, że ustalenia szczytu klimatycznego będą miały wpływ na zmiany klimatu, jest w błędzie. To, co najwyżej, ogromna próba gospodarczych sił, które zdecydują, kto w najbliższym czasie na klimatycznym porozumieniu najwięcej zarobi

Jeśli światowe negocjacje zakończą się sukcesem, w stolicy Francji zostanie w grudniu zawarte najbardziej ambitne porozumienie klimatyczne, które miałoby zacząć obowiązywać po 2020 roku i zastąpić protokół z Kioto z 1997 roku. Uczestnicy szczytu postawili sobie za cel niedopuszczenie do tego, by średnia temperatura wzrosła o ponad 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej. Sprawa jest poważna, bo w aktualnym tempie zmierzamy w kierunku wzrostu temperatury o 4 stopnie pod koniec XXI wieku, co według naukowców może mieć fatalne skutki. Te skutki są zresztą odczuwalne już dziś. Topnienie lodowców, huragany, ekstremalne susze na zmianę z powodziami, to tylko niektóre efekty zmian klimatycznych. Do których człowiek niewątpliwie przyłożył swoją rękę.

Żaden kraj, nawet z tych dotychczas odrzucających jakiekolwiek zobowiązania ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, tego nie neguje. 2015 rok będzie najcieplejszy od 1880 r., czyli czasów pierwszych pomiarów NASA. Głównego winowajcy – emisji dwutlenku węgla – nie zatrzymały jednak ani słono dotowane turbiny wiatrowe ani panele słoneczne. Masowo montowane już nie tylko w Europie, ale i w USA oraz Chinach. Biznes wiatrowo-fotowoltaiczny, na którym najwięcej zarabiają właśnie Chińczycy – nie zapobiegł temu, że energetyka staje się coraz bardziej zależna od węgla. Spalanie węgla zapewnia aktualnie 41 proc. energii elektrycznej na świecie. Najwięcej od co najmniej 40 lat.

Czy deklaracje, których oczekuje się po państwach biorących udział w paryskiej imprezie, są w stanie to zmienić? Biorąc pod uwagę, co zrobiono w tym kierunku dotychczas – wątpię. Dotychczasowe sposoby walki z ociepleniem klimatu – oparte głównie na kiepsko przemyślanym systemie dotowania energii odnawialnej (OZE) i systemie handlu emisjami CO2 – umożliwiły głównie wzbogacenie się tym, którzy potrafili skonstruować na tych systemach swój biznesowy plan. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) szacuje, że 13,5 proc. światowych zasobów energii pierwotnej było dwa lata temu produkowane z odnawialnych źródeł. Brzmi nie najgorzej, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Ten szczegół to np. fakt, że ¾ tej energii przypada na to, co eufemistycznie nazywa się „biopaliwami”. Czyli m.in. pełnowartościowym drewnem pochodzącym z krajów trzeciego świata, którego spalanie trudno nazwać ekologicznym, a na pewno nie wpływającym na obniżenie emisji CO2. W Polsce tzw. współspalanie węgla z biomasą zgarnęło większość dofinansowania do OZE w formie zielonych certyfikatów. Na drugim miejscu wśród odnawialnych źródeł energii znalazła się energetyka wodna. Jej rujnujący wpływ na ekosystemy najlepiej widać w Chinach czy Indiach. Energetyka atomowa, choć bezemisyjna, ale nieodnawialna, dostarczyła tylko 5 proc. potrzebnej energii.

Na dotychczasowych porozumieniach klimatycznych, głównie z Kyoto z 1997 r. (wygasło w 2012 r.) korzystały głównie kraje-krzykacze. Takie, jak Polska, które chwaląc się, że obniżyły drastycznie emisje CO2 (bo za bazę ustaliliśmy sobie 1990 rok, o największej emisyjności), zarabiały krocie na sprzedaży uzyskanych za darmo pozwoleń na emisje na międzynarodowych rynku. Teraz znów będziemy zarabiać, cokolwiek postanowi się na szczycie.

Jak wynika z raportu „Global non-linear effect of temperature on economic production” profesorów Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, Polska na zmianach klimatu… zyska. Nasze PKB po uwzględnieniu tego czynnika, wzrośnie do 2100 o 88%. Rosja ma zyskać na zmianach klimatycznych aż 419% swojego PKB (łatwiejszy dostęp do surowców), za to Chiny mają stracić ponad 40 proc. swojej produkcji. Podobne straty czekają targaną tajfunami i suszami Amerykę oraz Arabię Saudyjską.

Czy te hipotezy mają wpływ na ostatnio demonstrowaną postawę tych mocarstw, inwestujących intensywnie w alternatywne źródła energii, nie wiadomo, ale jasne jest, że i tak niewiele to zmieni. Barack Obama zapowiada, że USA obniżą do 2025 r. emisje gazów cieplarnianych o 26-28 proc. poniżej poziomów z 2005 r. (na co i tak nie pozwolą mu Republikanie), a Chiny, że do będą je… zwiększać „jedynie” do…2030 roku. Azja jest w tej układance najsłabszym ogniwem. Nawet, jeśli Chińczycy zmniejszają nieznacznie zużycie węgla, to i tak zwiększają je Indie. Korea Południowa, mimo starań, w 2030 r. będzie emitować aż 81 proc. więcej CO2 niż w 1990 roku. Liczby są, nomen omen, bezwzględne. Chiny, mimo 11-procentowego udziału OZE w produkcji energii, wciąż odpowiadają za ¾ zużycia węgla w produkcji energii elektrycznej netto.

Wciśnij PLAY i zobacz, jak rosły emisje CO2 na świecie od 1990 roku:

Co więcej, za szkodliwe emisje w Azji odpowiada głównie… Ameryka i Europa. Azjatyckie wysokoemisyjne zakłady produkują bowiem w większości produkty dla zachodnich odbiorców. Podobnie, jak indonezyjskiej lasy wycina się pod uprawy oleju palmowego zużywanego przez amerykańskie i europejskie korporacje. Gigantyczne pożary, które strawiły już 2 mln hektarów lasów, są skutkiem celowych wypaleń bądź karczowania i osuszania łatwopalnych torfowisk. Przez kilka ostatnich tygodni Indonezja w wyniku pożarów, emitowała więcej gazów cieplarnianych niż cała gospodarka USA!

Jeśli nic tego globalnego procesu nie zatrzyma, to, jak ostrzegają klimatolodzy, do 2200 r. klimat ociepli się aż o 3 do nawet 10 stopni.

Tymczasem zmianami klimatu najbardziej przejęty wydaje się ostatnio Bill Gates, który uważa, że świat za mało inwestuje w badania nad bezemisyjnymi źródłami energii. Sam zainwestował już w badania nad nowym typem reaktorów jądrowych oraz sztuczną fotosyntezą. Wykorzystującą energię ze słońca do wyodrębnienia wodoru z wody. Podczas pierwszego dnia szczytu klimatycznego w Paryżu, razem z Barackiem Obamą, Francois Hollandem i premierem Indii, Narendrą Modi, ogłosi powstanie inicjatywy oraz funduszu badawczo-rozwojowego wspierającego działania z obszaru energetyki odnawialnej i walki z globalnym ociepleniem. Sam Bill Gates ma wesprzeć fundusz kwotą w wysokości 2 mld dolarów.

To niewiele w porównaniu do kwoty 100 mld dolarów, jakiej domagają się kraje rozwijające się od tych bogatych w zamian za zgodę na nowy pakt klimatyczny – w formie m.in. transferu technologii. Jeśli jednak Amerykanom uda się przekonać resztę krajów, że to właśnie ich inwestycje mają teraz uratować nas przed klimatyczną zagładą, z pewnością firmy z Doliny Krzemowej będą pierwszymi, które na tym zarobią.